Budynek Klubu Kultury ANIN w Warszawie.

W imieniu gospodarzy i organizatorów wystawy gości wernisażu powitał pan Mirosław Perzyński
z Klubu Kultury (z prawej).

Wystawa w Aninie ściśle wiąże się z twórcą i popularyzatorem nazwy "świdermajer", a mianowicie mieszkającym nieopodal przed II wojną światową Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim. Wiersze poety (wśród nich "Wycieczka do Świdra" odczytał piosenkarz i aktor Tadeusz Woźniakowski.

Po zakończeniu części oficjalnej starsi mieszkańcy Anina - często drewnianych domów - długo rozprawiali na temat historii oraz przyszłości unikatu architektonicznego, z którym mają okazję
i przyjemność obcować na codzień. Najdalej sięgały opowiadania pani Hanny Orkisz, która
w drewnianym domu na "linii otwockiej" zamieszkała jako kilkuletnia dziewczynka, a było to na wiele lat przed pierwszym użyciem słowa "świdermajer".

"WYCIECZKA DO ŚWIDRA"
Konstanty Ildefons Gałczyński, rok 1949.

1

W pociągu
Przepraszam, pan wychodzi?
Czy ten wiatr panu szkodzi?
Nie, mnie szkodzą tylko rzeczy mączne.

Czy pan jedzie do Świdra?
Ba ja jadę do Świdra.
Pan pozwoli, naczelnik Bączek.

Pan czytał? Włoch Bambino
w kuble La Manche przepłynął.
A co to, przepraszam?
To cytra.

Widzi pan... pewna pani
lubi mój ton, więc ja dla niej
zawsze z cytrą jeżdżę do Świdra.

Gdzie pan mieszka?
Na Bema.
A popielniczek nie ma.
O! wypalił pan sobie dziurkę.

To plamka, to się wytrze.
Chce pan, zagram na cytrze
"SCHOWAŁ. SIĘ KSIĘŻYC ZA CHMURKĘ":
Schował się księżyc za chmurkę, (PIKI KARO TREFL) pisze za chmurkę laurkę. (PIKI KARO TREFL) Piszę laurkę dla Niny, (PIKI KARO TREFL) bo jutro jej imieniny. (PIKI KARO TREFL)

Wagonowi Muzykanci:
IMIENINY PANNY NINY,
dziś noc całą nie usnę.
Dary chmurą, złote pióro,
a tu pierścień z turkusem;

a tu obraz, a tu posąg,
a w koszyczku piesek śpi.
Listonosze listy niosą
i dzwonią do drzwi.

Imieniny panny Niny!
Świat się kończy i trzęsie.
Koci koncert od godziny,
że sto lat i w tym sensie.

Temistokles, stary cynik,
co go czasem męczył hyś,
uciekłby spod Salaminy,
gdyby wiedział, że to dziś.

Bo ty masz urodę Fryny,
ze skrzypcami, gdyby mógł,
psem by leżał w imieniny
Paganini u twych nóg.

Pędzi pociąg, dzwonią szyny,
jak pianino dźwięczy wiatr:
IMIENINY PANNY NINY
i tak dalej...

Wariat w Gumowym Podkoszulku:
Dlaczego i tak dalej? Ja proszę bis.

Muzykanci:

"Piosenka o braciach Rojek"
Oklaski.

Muzykanci:
Chwile wolne nad "Przekrojem"
ja spędzam w dezabilu,
tam piszą bracia Rojek,
lecz nie wiadomo, ilu;

podobno to opoje,
a jeden, mówią, mnich -
a ja się nie boję,
ja się nie boję,
ja się nie boję
ich.

JA SIĘ NIE BOJĘ BRACI ROJEK,
no bo jak się braci bać?
Ja w drodze im nie stoję,
a dlaczego miałbym stać?
Ten kosz to wszystko moje,
mam dwie koszule w nim.
Ja się nie boję braci Rojek.
RYM, CYM. CYM.

potworna cały Szczecin
historia poruszyła;
jedna pani miała dzieci,
Ślimakowska Ludmiła.

Niewątpliwie z braćmi Rojek,
bo ten główny zaraz znikł -
a ja się nie boję,
ja się nie boję,
ja się nie boję
ich.

JA SIĘ NIE BOJĘ BRACI ROJEK,
no bo jak się braci bać?
Ja w drodze im nie stoję,
dlaczego miałbym stać?

Ten kosz to wszystko moje,
Mam dwie koszule w nim.
Ja się nie boję braci Rojek.
RYM. CYM. CYM.

Czasem sny nas męczą straszne,
aż człowiek się poci
i krzyczy, i na szafce
przewraca kompocik.

To śnią się bracia Rojek,
co drugi jest jak byk -
a ja się nie boję,
ja się nie boję,
ja się nie boję
ich.

JA SIĘ NIE BOJĘ BRACI ROJEK,
no bo jak się braci bać?
Ja w drodze im nie stoję,
a dlaczego miałbym stać?

Ten kosz to wszystko moje,
mam dwie koszule w nim.
Ja się nie boję braci Rojek.
RYM. CYM. CYM.

2

Autor
(z towarzyszeniem fletu): Jest willowa miejscowość,
nazywa się groźnie Świder,
rzeczka tej samej nazwy
lśni za willami w tyle;

tutaj nocą sierpniową,
gdy pod gwiazdami idę,
spadają niektóre gwiazdy,
ale nie na te wille,

spadają bez eksplozji
na biedną głowę moją,
a wille w stylu groźnym
tak jak stały, tak stoją -

dzień i noc; i znów nocą
nikły blask je oświetla;
cóż im "Concerto grosso"
Fryderyka Jerzego Haendla!

Te wille, jak wójt podaje,
są w stylu "świdermajer".

3

Wille w Świdrze
One stoją wśród sosen
jak upiory w przedpieklu
i mówią smutnym głosem
o radościach FIN DE SIECLE'U;

wzięte z ryciny żywcem:
"ŚWIĄTYNIA BOGINI KALI"
też z drzewa są, jak skrzypce,
na których walce grali.

Dzisiaj noc taka ładna!
Księżyc chodzi z gitarą.
szulerzy na werandach
krzyczą "kiery" i "karo".

Tak zwana pani Luna
w króla pik patrzy chytrze.
Przegrała. Noc jak fortuna
kołem toczy się w Świdrze.

4

Wielka scena balkonowa
(w wykonaniu Alojzego Gżegżółki) Szkoda tylko, że tu nie ma kwiaciarni...
a jeśli są, to daleko,
bobym stanął pod tym balkonem,
koło latarni,
z różą, w charakterze zakochanego;
na balkon, promieniejąc,
wyszłaby wróżka tłusta,
a ja bym zaśpiewał: - Dulcynejo,
tu Alojzy. Daj mi twe usta;

ty sekrety znasz hiromancji,
ja zastrzyki robię z arszeniku.
O, skocz w ramiona me i na dancing
pojedziemy, i zginiemy w walczyku.

Zawiruje nam świat aż do rana,
złotych chwil nam nikt nie ukradnie.
Ty mi z ręki powróżysz, kochana,
ja ci zastrzyk zrobię bezpłatnie.

i znów walczyk, walczyk szalony,
znów lody i woda sodowa -
aż na drucie pogasną lampiony,
aż się schowa w oczy twe noc...

5

Sen Lodziarza
(scena baletowa) Zmęczony, zlany potem
zasnął lodziarz pod dworcem.
I przyszedł do niego Szopen,
I kupił dużą porcję.

Dziwny facet. Na pewno
takiego nie było w Świdrze.
rzucił monetę srebrną
i w dal odchodził w cylindrze.

Lecz roześmiał się na zakręcie
i powiedział do mnie: - Mój złoty,
od jutra wciąż lato będzie
I LODY, PANOWIE, LODY!

6

Autor
(solo z towarzyszeniem bębnów): Gwiazdy jak muzykanci.
Sierpień jak ptak zielony.
Gwiazdy grają. Wiatr tańczy.
A sierpień pióra roni.

Noc wciąz w górę wyrasta -
srebrnookienna wieża.
Sierpień na wieży stanął,
takt skrzydłami odmierza.

Między sosnami cienie
to się zjawią, to znikną.
Ścieżką dumny młodzieniec
jedzie na motocykiu.

Księżyc jak marionetka
wyszedł zza chmur kurtyny.
śpią dziewczyny w hamakach.
Bardzo tadne dziewczyny.

Nagle świerszcz w szparze cegły
walca zagrał i zamilkł.
Dziewczyny w hamakach drgnęły.
Mówią przez sen wierszami.

W chatce zarosłej zielskiem,
nad którą świetlik lata.
akordeon podmiejski
opłakuje śmierć lata.

Muzyka pełna treści
na bolesnym półtonie.
Cały Świder się mieści
w tej grze na akordeonie:

Wózki z dziećmi, dzięcioły,
brzoza rosnąca krzywo,
rzeczka i niewidomy,
co pił na stacji piwo;

i ten dom z dachem ostrym,
co się w malinach chowa -
i ten cień... jakby "Trzy siostry"
Antoniego Czechowa.

7

Finał
(w wykonaniu całego zespołu) Gdyś jest smutny, mój złoty,
gdy cię męczą kłopoty,
zapamiętaj to słowo z sześciu liter:

Świder - na złe kompleksy,
na artretyzm, eklektyzm,
na miłość,
na samotność -
Świder.

Tutaj, złoty kolego,
możesz czytać Heinego
jakać proza albo "BUCH DER LIEDER".

Niewysoko. Nie za nisko.
Fenomenalne letnisko.
ŚWlDER.
Powtarzam:
ŚWIDER.